Przegląd Australijski

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 17.11.2008

Pszczoła liguryjska na Kangaroo Island

czerwiec 2008

Niezwykłe jest to, że na Wyspie Kangura nie ma chorób i szkodników pszczół stanowiących utrapienie pszczelarzy w różnych regionach świata

Profesor Jerzy Woyke – Kierownik Zakładu Pszczelnictwa SGGW w Warszawie w latach 1952 – 1996. Prowadził badania w 24 krajach, odbył 94 podróże zagraniczne poświęcone badaniom naukowym. W 1974 roku Profesor Jerzy Woyke otrzymał stypendium Instytutu Rolnictwa Uniwersytetu w Adelajdzie i spędził kilka miesięcy w Australii badając rezerwat pszczoły miodnej na Wyspie Kangura.

Kangaroo Island - to trzecia co do wielkości wyspa Australii. Położona jest 112 km na południowy wschód od Adelajdy, przy wejściu do zatoki St. Vincent w Australii Południowej. Jej długość wynosi 145 km, a szerokość od 900 metrów do 57 km. Zamieszkuje ją ponad 4 tysiące mieszkańców, którzy trudnią się przede wszystkim rolnictwem, rybołóstwem i turystyką.

Na Kangaroo Island produkowany jest słynny na całą Australię miód!

Profesor Jerzy Woyke i gniazdo pszczoły olbrzymiej w Indiach

Panie Profesorze, na wstępie chciałam Panu podziękować, że znalazł Pan czas, aby udzielić wywiadu dla czytelników „Przeglądu Australijskiego”. W ubiegłym roku w Australii odbył się Międzynarodowy Kongres Pszczelarski, Apimondia. Czy brał Pan w nim udział?

– Nie, nie uczestniczyłem, chociaż otrzymałem specjalne zaproszenie od przewodniczącej sekcji Hodowli Pszczół Dr S. Cobey, na wygłoszenie referatu na temat naszych badań nad sztucznym unasienianiem matek pszczelich. Trzeba wiedzieć, że w tej dziedzinie Polska jest potęgą naukową na skalę światową. Liczba prac naukowych na ten temat, opublikowanych przez polskich naukowców, jest mniej więcej taka sama, jak wszystkich pozostałych prac na całym świecie. W Polsce rocznie unasienia się sztucznie około 80 tysięcy matek pszczelich, a we wszystkich pozostałych krajach świata tylko 6 tysięcy.

Obecnie jestem na emeryturze i nie mogłem liczyć na wysłanie mnie na kongres.

Rezerwat pszczeli na Wyspie Kangura założono już 123 lata temu. Wyspa Kangura leży tylko 112 km od Adelajdy – stolicy stanu Południowa Australia. Jest to najstarszy na świecie rezerwat pszczoły miodnej. Pszczoły sprowadzono tam w roku 1884. Była to rasa pszczoły żółto ubarwionej Apis mellifera ligustica, zwana pszczołą włoską. Czy w dalszym ciągu jest tam tylko ten jeden podgatunek?

– Tak i właśnie dlatego, że jest to rezerwat, nie wolno tam sprowadzać innych pszczół miodnych. Pszczoła ta pochodzi z północnych Włoch, z regionu Ligurii i dlatego powszechnie jest znana jako pszczoła liguryjska.

Czy rzeczywiście na Wyspie Kangura pszczoły mają warunki niespotykane w innych miejscach świata. Co jest tego przyczyną?

– Zależy, jakie warunki mamy na myśli. Jeżeli chodzi o rośliny, z których pszczoły zbierają nektar i wytwarzają miód, to panujące tu warunki nie są lepsze, niż w różnych innych regionach świata. Niezwykłe jest to, że na Wyspie Kangura nie ma chorób i szkodników pszczół stanowiących utrapienie pszczelarzy w różnych regionach świata.

Czy rzeczywiście aż do obecnych czasów utrzymuje się ścisły zakaz importu na Wyspę Kangura pszczół i wszelkiego sprzętu oraz miodu? Podobno kara za złamanie tego zakazu wynosi 8 tys. dolarów australijskich lub dwa lata więzienia. Czy to dzięki tym surowym przepisom pszczoły w rezerwacie są zdrowe i produkują nadzwyczajny ekologiczny miód?

– Te surowe przepisy zakazujące sprowadzania na wyspę pszczół, używanego sprzętu pszczelarskiego i miodu obowiązują do dziś. Dzięki nim nie ma na wyspie chorób pszczół. Jednak zaszło jeszcze inne niezamierzone zjawisko. Profesor F. Ruttner, znany specjalista systematyki pszczół stwierdził, że obecnie na Wyspie Kangura znajdują się bardziej charakterystyczne pszczoły włoskie, niż w samych Włoszech. Pszczelarze lubią porównywać produkcję miodu różnych ras pszczół oraz lubią krzyżować różne rasy, aby stwierdzić, które produkują najwięcej miodu. Podobnie postępowali i postępują pszczelarze włoscy. Na skutek tego obecnie trudno znaleźć we Włoszech czystorasową, typową pszczołę włoską. Teraz, jeżeli ktoś chciałby sprowadzić typową pszczołę włoską, to powinien ją sprowadzić z Wyspy Kangura.

Utrapieniem wszystkich pszczelarzy świata są choroby i pasożyty pszczół. Stosuje się przeciw nim różne środki chemiczne. Jeżeli środki te stosuje się zgodnie z instrukcją, to nie przedostają się na ogół do miodu. Jednak niektórzy pszczelarze, chcąc przedobrzyć sprawę, stosują większe dawki leku, niż zalecane i w tych okresach, kiedy nie powinno się ich stosować. W rezultacie środki te przedostają się do miodu. Ponieważ na Wyspie Kangura nie ma chorób i pasożytów pszczół, pszczelarze nie stosują żadnych środków chemicznych. Wskutek tego, kupując miód z Wyspy Kangura ma się gwarancję, że nie ma w nim żadnych środków leczniczych przeciwko chorobom i pasożytom pszczół.

W Polsce znamy miód lipowy, gryczany, akacjowy, spadziowy, wielokwiatowy. A jakie miody produkują pszczoły australijskie. Domyślam się, że eukaliptusowy i jakie jeszcze?

– Pojęcie miód eukaliptusowy jest bardzo szerokie. W Australii rośnie 700 gatunków eukaliptusów. Dlatego też miód z jednego gatunku eukaliptusa może bardzo różnić się od miodu pochodzącego z innego gatunku.

Charakterystyczne jest to, że wbrew temu, czego można by się spodziewać, miód eukaliptusowy nie ma ani smaku ani zapachu eukaliptusa. Dzieje się tak dlatego, że olejek eukaliptusowy znajduje się nie w kwiatach lecz w liściach tych roślin.

Natomiast bardzo ceniony jest miód z kwiatów pomarańczy. W przeciwieństwie do eukaliptusów miód pomarańczowy ma wyraźny zapach i smak pomarańczy.

Oczywiście prócz z eukaliptusów i pomarańczy, pszczoły zbierają nektar z różnych innych gatunków roślin dzikich, czy uprawnych. W okolicach, gdzie istnieją wielkie fermy owcze, pszczoły produkują miód z białej koniczyny i przede wszystkim z lucerny.

Podobno eukaliptusy nie zawsze kwitną co roku. Jak sobie wtedy radzą pszczoły?

– To prawda. Niektóre eukaliptusy zakwitają co roku. Na kwitnienie innych trzeba czekać 3 lata, a w skrajnych wypadkach nawet 7 lat. Co gorsze nie oznacza to, że dany gatunek kwitnie co 3 lata. Wtedy można by przewidywać kwitnienie danego gatunku. Jednak dane drzewo może zakwitnąć za rok, następnie za 2 lub 3 lata, potem za 1 rok a następnie za 6 lat. Na drzewie jest pełno pąków kwiatowych, pszczelarze spodziewają się dobrych zbiorów, a kwiaty nie rozwijają się. Nie wszystkie przyczyny takiego sposobu kwitnienia są znane. Na pewno jedną z przyczyn są warunki meteorologiczne w czasie różnych etapów rozwoju pąków i kwiatów.

Pszczoły nie radzą sobie z tym problemem. Jeżeli eukaliptusy nie zakwitną, a w pobliżu nie ma kwiatów innych roślin, to pszczelarze muszą dokarmiać pszczoły syropem lub przewozić ule w okolice gdzie kwitną inne eukaliptusy lub inne rośliny miododajne.

Gdzie na świecie istnieją pszczele rezerwaty, które można by porównać do tego z Wyspy Kangura?

– Nie ma na świecie rezerwatów pszczół o tak długiej izolacji. Istnieją jednak w różnych okolicach świata rezerwaty o krótszej izolacji. W Polsce takie rezerwaty znajduję się w puszczy Kampinoskej pod Warszawą oraz na Podlasiu w okolicy Augustowa.

W miesięczniku „Pasieka” z marca br. można przeczytać artykuł na temat Pana badań. Miesięcznik ten jest dostępny dla wąskiego grona specjalistów – a sprawa miodu, a co za tym idzie pszczół i pszczelarstwa – interesuje chyba wszystkich. Czy mógłby Pan opowiedzieć jak doszło do Pana wyprawy naukowej na Wyspę Kangura i co było głównym przedmiotem tych badań?

– Zajmowałem się sprawą różnicowania płci u pszczół. Od dawna było wiadomo, że u pszczół samice – to jest matki i pszczoły robotnice – rozwijają się z jaj zapłodnionych, a samce – to jest trutnie – z jaj niezapłodnionych. Udało mi się jednak stwierdzić, że na skutek kojarzenia blisko spokrewnionych rodziców, na przykład brata z siostrą, z niektórych jaj rozwijają się larwy trutowe, tak zwane larwy trutni diploidalnych. W kilka godzin po wylęgnięciu z jaja, larwy takie są zjadane przez robotnice pszczół. Dlatego, zamiast przyszłej robotnicy, która w przyszłości zbierałaby miód, w ulu pozostaje pusta komórka. Jest to oczywista strata dla rodziny pszczelej.

Badania prowadziłem z matkami sztucznie unasienionymi. Należało jednak sprawdzić, czy zjadanie larw z jaj zapłodnionych zachodzi również w warunkach naturalnych. Jak to jednak sprawdzić, gdy wiadomo, że matka pszczela kojarzy się z trutniami wysoko w powietrzu w otwartej przestrzeni. Nie wiadomo, czy kojarzy się tam z trutniami spokrewnionymi czy nie. Należało poszukać takiego miejsca, gdzie istniało duże prawdopodobieństwo, że matki kojarzą się również z trutniami spokrewnionymi. Otóż na Wyspę Kangura sprowadzono w roku 1884 tylko 6 rodzin pszczelich. W roku 1973 na wyspie znajdowało się około 300 rodzin pszczelich. Wszystkie pochodziły właśnie od tych kilku początkowych rodzin. Musiało więc tu dochodzić do kojarzeń krewniaczych. Było to idealne miejsce do przeprowadzenia potrzebnych badań sprawdzających.

W roku 1973 zostałem zaproszony przez dr. G. Kleinschmidta, kierownika Zakładu Pszczelnictwa w Agricultural College w LAWES, w Queensland, na przeprowadzenie kursu z hodowli i sztucznego unasieniania pszczół. Organizatorzy kursu opłacili mój przelot. Jednocześnie Prof. K Doull z Uniwersytetu w Adelajdzie, znający wyniki moich badań nad różnicowaniem się płci u pszczół i doceniający znaczenie rezerwatu na wyspie Kangura dla tego typu badań, postarał się dla mnie o stypendium Uniwersytetu w Adelajdzie na przeprowadzenie takich badań. W Adelajdzie mieszkałem u Polaków, państwa Słowiaków. Pani Danuta pracowała w tym samym Departamencie Entomologii Uniwersytetu gdzie ja pracowałem. Zaprosiła mnie, abym zamieszkał u nich. Chciałbym jej w tym miejscu serdecznie podziękować.

W czasie badań na Wyspie Kangura stwierdziłem, że w żyjących tam rodzinach pszczelich, z 18 procent zapłodnionych jaj, zamiast larw robotnic, które mogłyby potem zbierać miód, rozwijały się larwy trutni diploidalnych, zjadane przez robotnice. Tak więc, gdyby pszczoły na wyspie nie były spokrewnione, mogłyby produkować jeszcze więcej miodu.

Czy badania, które Pan przeprowadził miały wpływ na decyzje podejmowane w Polsce w sprawie hodowli pszczół i produkcji miodu – to znaczy po prostu czy i co wynikło z tego dla pszczół, a więc pośrednio i dla wielbicieli miodu?

– Badania te dowiodły, że również w warunkach naturalnych krewniacze kojarzenie pszczół prowadzi do tego, że z niektórych zapłodnionych jaj, zamiast larw pszczół robotnic, które rozwinąwszy się mogłyby zbierać nektar, wylęgają się larwy trutni diploidalnych zjadane przez pszczoły. Należy więc unikać kojarzeń krewniaczych wśród pszczół. W dawnych pracach i podręcznikach hodowli pszczół znajduje się następujące zalecenie: „jeżeli chcesz hodować pszczoły produkujące więcej miodu to wybierz w pasiece tę najbardziej produktywną, rekordową rodzinę pszczelą. Następnie wychowaj z niej nowe matki i trutnie. Potem doprowadź do kojarzenia tych matek i trutni. W ten sposób zostanie utrwalona cecha wysokiej produkcji miodu”. Badania moje dowiodły, że tak nie jest. Należy wychowywać matki pszczele i trutnie z najbardziej produktywnych rodzin pszczelich, lecz rodziny te nie powinny być spokrewnione. Tak obecnie postępuje się na całym świecie.

Czy mógłby Pan Profesor zdradzić czytelnikom nad czym obecnie pracuje?

– Ostatnio pracowałem nad pszczołami azjatyckimi w południowo wschodniej Azji, w Afganistanie, Wietnamie, Tajlandii, Nepalu, Indiach i na Filipinach. Zajmowałem się przede wszystkim dwoma następującymi zagadnieniami:

  • W niektórych krajach Azji około 70 proc. do 80 proc. miodu pochodzi od dziko żyjących pszczół olbrzymich. W Nepalu żyją one w Himalajach na wysokości 2500 do 4000 m npm. Pszczoły te bardzo żądlą i dlatego zbiera się od nich miód tylko nocą. Ja doszedłem do takiej wprawy, że pracowałem przy tych pszczołach w dzień bez żadnego zabezpieczenia głowy, rąk a nawet bez koszuli. Właśnie w druku znajduje się moja praca nad obronnością pszczół olbrzymich w Nepalu, Indiach i na Filipinach.
  • Drugie zagadnienie to zwalczanie groźnego pasożyta pszczół, Tropilaelaps clareae. Otóż pszczoły europejskie Apis mellifera produkują w Azji 10 razy więcej miodu, niż miejscowe pszczoły wschodnie Apis cerana. Jednak okazało się, że po sprowadzeniu europejskich pszczół do Azji, nie przeżywały one tam dłużej niż 3 lata. Niszczył je pasożyt Tropilaelaps clareae, który nie pasożytuje na pszczole wschodniej. Udało mi się opracować metodę, która zwalcza tego pasożyta w 100 procentach i to bez użycia jakichkolwiek środków chemicznych. Wskutek tego niektóre kraje, takie jak np. Tajlandia, czy Wietnam, które do tej pory sprowadzały miód, stały się jego dużymi eksporterami. W uznaniu tych osiągnięć otrzymałem dwie prestiżowe nagrody: pierwszą wręczyła mi królowa Tajlandii, a drugą ówczesny prezydent Iranu S. M. Chatami.
Dziękuję Panu Profesorowi za rozmowę i życzę spełnienia się wszystkich planów i marzeń.

Wywiad przeprowadziła Jurata Bogna Serafińska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2007